Cesarskie cięcie i mobilizacja blizny

 

Często możemy spotkać się z opinią, że cesarskie cięcie jest swego rodzaju pójściem na skróty, a podziw i szacunek należy się jedynie kobietom rodzącym naturalnie. Tego typu uwagi są jednak bardzo krzywdzące, ponieważ cc stanowi bardzo poważny i ryzykowny zabieg, do wykonania którego niezbędne są określone wskazania.

 

Ryzyko

Współczesna cesarka opiera się – poza wyjątkowymi sytuacjami – na cięciu poziomym, wykonywanym nad spojeniem łonowym. Dzięki temu rozmiar blizny względem jej odpowiednika po cięciu pionowym został znacznie ograniczony. Jej dokładna wielkość zależy jednak od wymiarów i położenia dziecka, a także tuszy rodzącej.

Jest to operacja, podczas której mamy do czynienia z „otwartym brzuchem” – przecięte zostają skóra, tkanka podskórna, powięź oraz macica. Stwarza to liczne zagrożenia, takie jak zakażenie, naruszenie otrzewnej, uszkodzenie pęcherza moczowego, krwotok itd. Wolne od powikłań nie są również dzieci, wystarczy wymienić tu choćby częstsze problemy z integracją sensoryczną, napięciem mięśniowym czy asymetrią złożeniową.

 

Jak mobilizować?

Nieodzownym elementem cesarskiego cięcia jest blizna, która powstaje w miejscu uszkodzonej skóry i tkanek. Długość procesu gojenia – należy przejść go bez ingerencji w samą bliznę –  jest dość zróżnicowana i czasem kończy się już 4 tygodniach. Po tym okresie nadchodzi czas na mobilizację blizny. Ta – w początkowej fazie – opierać się powinna na masowaniu powyżej rany i delikatnym naciskaniu w celu pobudzenia krążenia. Działania te należy wspierać ćwiczeniami oddechowymi oraz terapią wisceralną (koncentrującą się na połączeniach między narządami a układem mięśniowo-szkieletowym). W kolejnej fazie masażem i ruchomością obejmujemy samą bliznę.

 

Czym grozi niedbalstwo?

A co jeżeli zlekceważymy kwestię mobilizacji? Podczas gojenia – tkanki w głębszych warstwach ulegają zrośnięciu. Powstają wtedy mocne zrosty, które mogą negatywnie oddziaływać na funkcjonowanie niemal całego organizmu. Dotyczy to nie tylko uczucia pieczenie czy szarpania w obliczu kolejnej ciąży, ale również – niewłaściwej postawy ciała (ograniczona mobilność miednicy), bólów kręgosłupa i miednicy, bolesnych stosunków i miesiączek, zaburzeń perystaltyki narządów jamy brzusznej czy dyskomfortu podczas podejmowania aktywności fizycznej.

 

Odpowiednia fizjoterapia po zabiegu gwarantuje poprawę ukrwienia i szybszą regenerację. Dzięki niej możemy przywrócić elastyczność blizny i ograniczyć powstawania niebezpiecznych zrostów. Praca z blizną wpływa także na jej bardziej estetyczny wygląd. Im szybciej zaczniemy, tym efekty będę lepsze. Zamiast więc czekać – odwiedź naszą fizjoterapeutkę uroginekologiczną – panią Joannę Badach.